Koronawirusowa normalność

Ostatnie kilka miesięcy to nie był najłatwiejszy czas. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu doświadczył skutków – zdrowotnych, gospodarczych, społecznych spowodowanych przez COVID… Pojawiły się zdania o teoriach spiskowych, zagrożeniach czy układach wielkich globalnych koncernów farmaceutycznych. Nieważne, czy w którąkolwiek z tych teorii wierzycie – z wirusami i wszystkimi ich konsekwencjami musimy się mierzyć. Problem w tym, żeby mierzyć się z nimi świadomie, odpowiedzialnie i z rozsądkiem, mając na uwadze dobro nasze własne i naszej planety.

Okazuje się, że choć wiosenny lockdown zepsuł nam wszystkim nerwy, podkopał nasze finanse i pozbawił nas wielu planów i marzeń lub choćby wstrzymał je na chwilę, to odnaleźliśmy w tym wszystkim sens… To właśnie Ziemia, to co wokół nas, fauna i flora dały nam jasny przekaz – hej, to ty tu jesteś gościem, to ostatnie ostrzeżenie. Z jednej strony wszechobecność jednorazowych rękawiczek, maseczek i woreczków foliowych w sklepach przeraziła i podkopała sens dotychczasowych działań w kierunku ograniczenia śmieci i plastiku. Z drugiej jednak strony, była i cały czas jest w nas niezgoda na dotychczasową „normalność”.  Każdy z nas starał się w mniejszym lub większym stopniu przemeblować swoje priorytety i ostatecznie – te rewolucje okazały się mieć pozytywny skutek.

Wielu z nas zaczęło unikać dużych sklepów i z chęcią robi zakupy u lokalnych dostawców. To nie tylko znaczne skrócenie łańcucha dostaw, a przez to ograniczeni śladu węglowego, ale także ma ogromne znaczenie w procesie budowania społeczności lokalnych. Ograniczyliśmy spożywanie mięsa i jego przetworów, co przekłada się nie tylko na stan naszego zdrowia, ale i na – znów – ślad węglowy, zużycie wody, energii, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. Bardziej świadomie robimy też zakupy odzieżowe, odkrywamy potencjał w dawaniu rzeczom drugiego życia, w naprawie, wymianie czy secondhandach. Nie ulegamy promocjom, nie wierzymy w hasła, które wmawiają nam kolejne potrzeby i kolejne „must have”. Bardziej niż kiedykolwiek poczuliśmy siłę lokalnych społeczności, integrujemy się, chętniej angażujemy się w okoliczne akcje integracyjne czy charytatywne.

Pojawiło się zatem w mojej głowie pytanie o marnowanie… Czy udało nam się nie zmarnować szansy, jaką dostaliśmy od natury? Czy ostatnie kilka miesięcy czegoś nas nauczyło? Czy może dostaliśmy w głowę, ale ból poczuliśmy tylko przez chwilę, a teraz znów mamy te wszystkie lekcje w niepamięci? Czy zaczęliśmy mniej lub bardziej świadomie stosować się do zasad zero waste? Czy ograniczamy swoje potrzeby? Używamy ponownie? Znajdujemy nowe zastosowania? Świadomie poddajemy recyklingowi? A może zaczęliśmy oszczędzać wodę, zbierać deszczówkę? Rzadziej chodzimy na zakupy, za to są one dużo bardziej przemyślane i zaplanowane? Może w końcu zaczęliśmy kolekcjonować uczucia i wspomnienia, a nie rzeczy? Czy umiemy celebrować małe i większe święta w gronie przyjaciół i bliskich? Doceniamy każdą chwilę z tymi, których kochamy? To chyba jest sens tego wszystkiego. I to powinna być nasza nowa normalność.

Ostatnie kilka miesięcy pokazało jak bardzo kruche są podstawy naszego życia, choć wydawało się, że oparte są na tak mocnych fundamentach, jak stabilizacja gospodarcza, zasoby budżetowe, ogólnoświatowa hossa. Wszystkie plany, pragnienia, rozsypały się wiosną jak domki z kart lub w najlepszym przypadku – zostały odsunięte w czasie i obarczone dość dużym ryzykiem i niepewnością. Ale z satysfakcją muszę przyznać, że tę lekcję większość z nas odrobiła. Jest i mam nadzieję, że zostanie z nami na dłużej świadomość bycia ważną, ale nie najważniejszą cząstką świata; cząstką, która przede wszystkim powinna myśleć, przewidywać, dbać o wszystko to, co dookoła.

W petycji obywatelskiego stowarzyszenia Odbudujmy Lepszy Świat, wystosowanej do władz, czytamy między innymi: „To co kiedyś uważaliśmy za normalne, doprowadziło świat do globalnego kryzysu klimatyczno-ekologicznego. Czas na zmiany.” I jakkolwiek, niezbędne są globalne, systemowe rozwiązania i regulacje międzynarodowe, to wciąż jestem przekonana, że nawet niewielkie zmiany ku życiu less waste podejmowane każdego dnia przez pojedyncze jednostki, są istotą wielkich przemian. Bo dzięki tym pojedynczym krokom zmierzamy cały czas do przodu. Wydaje się więc, że jeśli chcemy wrócić do „normalności”, tę normalność musimy sobie zdefiniować na nowo. I właśnie to się teraz dzieje.

(Autor zdjęcia: Radosław Smużny)

Zostaw komentarz