Mniszkowy syrop na odporność

Wiosna to idealny czas, by zacząć przygotowywać zapasy na zimę. Słoiki czy butelki, otwarte w chłodny jesienny czy zimowy wieczór nie tylko przypomną nam o ciepłych, pełnych słońca dniach, ale także mogą zwiększyć naszą odporność. Moc natury odkryłam wiele lat temu, kiedy moja córka była malutka. I choć nie była specjalnie chorowitym dzieckiem, to zdarzało mi się ulec reklamom i kupić jej syrop wzmacniający czy żelki witaminowe. Kiedy jednak zaczęłam bardziej świadomie się odżywiać i dbać o zdrowie za pomocą diety i stylu życia, przeraziłam się, czytając ich skład – sam cukier i śladowe ilości substancji aktywnych…głównie ekstraktów z roślin i ziół. Skoro więc miałam dookoła domu całe mnóstwo drogocennych ziół, krzewów i drzew w postaci naturalnej, postanowiłam z tego skorzystać i budować układ immunologiczny mojej rodziny czarnym bzem, aronią, malinami, pokrzywą.

Oczywiście ziołolecznictwo nie zastąpi leczenia tradycyjnego. Nie leczymy się lewoskrętną witaminą C gdy mamy nowotwór, ale bezrefleksyjne uleganie reklamom i łykanie cudownych syropków, po których rzekomo będziemy wiruso- czy bakterioodporni, jest jedną wielką ściemą! (przypominam, że Polacy są w niechlubnej europejskiej czołówce stosowania różnego rodzaju suplementów oraz leków OTC). Za to warto poświęcić trochę czasu w kuchni, by zimą cieszyć się smakiem i zapachem wiosennych i letnich skarbów, zamkniętych w słoikach czy butelkach.

Zaczęłam w tym roku od syropu z mniszka lekarskiego. Niektórzy nazywają go miodkiem mniszkowym, ale z miodem ma on niewiele wspólnego. Bardziej nadaje się jako płynny dodatek do rozgrzewającej herbaty z imbirem i pomarańczą lub stosowany jako pomoc przy stanach zapalnych dróg oddechowych. Syrop z mniszka, poza tym, że wzmacnia układ odpornościowy, ma także właściwości rozrzedzające i wykrztuśne.

Najtrudniejszą rzeczą w przygotowaniu syropu mniszkowego jest… rozróżnienie mniszka od mlecza. Często rośliny te są mylone, ale różnica pomiędzy nimi jest łatwa do zaobserwowania. Zerknijcie na poniższe ryciny – najistotniejsze są liście, a w zasadzie miejsce skąd one wyrastają. W mleczu liście wyrastają z jednej łodygi, podczas gdy w mniszku każdy z liściu wyrasta jakby z osobna.

No to czas na przepis. Kwiaty mniszka najlepiej zbierać w słoneczny dzień, gdyż są wtedy najbardziej rozwinięte. Należy zebrać dorodne kwiaty mniszka i rozłożyć je na słońcu na około godzinę, by wyszły z nic wszystkie owady. Po tym czasie kwiatów nie myjemy, tylko wkładamy do garnka i zalewamy wodą tyle, by przykryć kwiaty. Pod pokrywką gotujemy wywar około pół godziny. Odstawiamy garnek na całą noc. Następnego dnia przecedzamy wywar przez gęste sito i dokładnie odciskamy cały sok. Do płynu dodajemy cukier oraz sok z cytryny w proporcjach: na każde 300-350 sztuk kwiatów dajemy pół kilo cukru oraz sok z połówki sporej cytryny. Cały syrop należy gotować minimum 2 godziny. Mój syrop gotował się prawie 3 godziny, nabrał karmelowej barwy, a jego ilość zredukowała się o połowę. Gorący syrop przelewamy do wyparzonych małych słoiczków, mocno zakręcamy i odstawiamy nakrętką na dół. Ponieważ syrop jest bardzo słodki nie trzeba go już pasteryzować. Wystarczy, że pod ręcznikiem lub kocem zostawimy słoiki do całkowitego ostudzenia. A gdy przyjdą kolejne chłodne dni, wystarczy wejść pod koc z kubkiem gorącej herbaty z łyżką mniszkowego syropu i plasterkiem cytrusowym i poczuć błogie ciepło…

Zostaw komentarz