Miodowo-kokosowy balsam do ust

Pielęgnacja ust jest dla mnie sprawą całoroczną. Zimą moje usta mogą są często spierzchnięte, narażone na działanie mrozu czy zimnego wiatru, latem za to niezbyt dobrze wpływa na nie słońce czy słona morska woda. Generalnie, zawsze lubię mieć miękkie, gładkie usta.

Kupne pomadki są oczywiście bardzo wygodne i mają zazwyczaj piękne apetyczne zapachy lub przeciwnie – jeśli wolimy neutralność – są bezwonne. Jednak zostaje po nich mnóstwo plastiku, który w zasadzie trudno jest odzyskać w procesie recyklingu. A okazuje się, że samodzielne zrobienie pachnącego, odżywczego balsamu do ust jest sprawą niezwykle banalną. Potrzebujemy jedynie 2 bazowych składników, a ewentualne dodatki dokładamy wedle uznania. Dobrze jest także zaopatrzyć się w szklane, metalowe bądź silikonowe małe pojemniczki, w których będziemy balsam przechowywać.

Na dwa małe kieszonkowe (ale bardzo wydajne) opakowania balsamu o pojemności 10 ml każdy potrzebujemy:

ok. 2 – 2,5 g wosku pszczelego

1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego (w postaci stałej)

opcjonalnie pół łyżki miodu

Wszystkie składniki podgrzewamy delikatnie w kąpieli wodnej. Gdy wosk się całkowicie rozpuści należy miksturę delikatnie wymieszać szpatułką drewnianą. Gdy lekko przestygnie wystarczy przelać do wcześniej przygotowanych opakowań i zostawić do zastygnięcia. Można wstawić do lodówki, aby przyspieszyć cały proces. Taki balsam cudownie nawilża usta i przychodzi z pomocą, gdy Wasze usta są wysuszone wiatrem i zimnem.

Plusy tego balsamu to przede wszystkim jego naturalność, bardzo duża wydajność i śmiesznie niska cena. Koszt składników na 2 opakowania o pojemności ok. 10 ml każdy to jakaś… złotówka. Dla porównania, cena balsamu Tisane (ok.5 ml), który uważam za najlepszy obecnie specyfik na spierzchnięte usta i który jest bardzo podobny w konsystencji, smaku i właściwościach do tego zrobionego przeze mnie, to ok.8-9 zł (w zależności od miejsca zakupu).

Minusów nie zauważyłam 😉

Zostaw komentarz