Kokosowy dezodorant

Olej i soda pod pachy? Czy to w ogóle ma prawo zadziałać? Otóż okazało się, że tak! Nie tylko działa, ale także działa bardzo dobrze! I w dodatku mam pewność, że używam tylko takich składników, które działają skutecznie, ale naturalnie.

Od lat byłam wierna antyperspirantom, bo spełniały swoją rolę nawet w upały czy też w dni pełne spotkań i bieganiny. Nie wyobrażałam sobie więc w jaki sposób soda z olejem ma mieć podobne samo działanie (z jedną różnicą, ale o tym za chwilę). A jednak ta mikstura była dla mnie sporym pozytywnym zaskoczeniem!

Do przygotowania słoiczka lub metalowej puszki o pojemności 100 ml będziecie potrzebować:

3 łyżki oleju kokosowego nierafinowanego (lekko ciepłego, w formie płynnej)

2 łyżki sody oczyszczonej

olejek zapachowy – u mnie z drzewa herbacianego, bo poza miłym zapachem posiada także działanie antybakteryjnie

Płynny olej kokosowy mieszamy energicznie z sodą i kilkoma kroplami olejku i odstawiamy na chwilę. W tym czasie masa będzie gęstnieć, ale może się rozwarstwić. Należy wtedy jeszcze raz ją przemieszać drewnianą szpatułką i wstawić do lodówki. Powinno być OK.

Jak to działa? Soda neutralizuje zapach potu. Olej kokosowy nawilża skórę i chroni ją przed podrażnieniami. Bardzo szybko się wchłania, więc nie musicie się obawiać tłustych plam na bluzkach czy koszulach. Zaś olejek z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie, co ostatecznie właśnie hamuje przykry zapach. Można także spróbować z inną ulubioną esencją (np. z olejkiem rozmarynowym, lawendowym czy cytrusowym). Nie ma konieczności trzymania kosmetyku w lodówce, choć w czasie dużych upałów być może będzie taka konieczność. Zobaczymy, gdy przyjdzie lato.

Trzy niewątpliwe plusy takiego domowego dezodorantu to jego naturalność, bardzo duża wydajność oraz cena – wychodzi dosłownie kilkanaście groszy za 100 ml ! Nie zostawia żadnych białych plam na ciemnych ubraniach, ani zażółceń na białych.

Jedyny minus jaki obecnie widzę, to forma nakładania takiego kosmetyku. Póki co, trzymam mój dezodorant w szklanym słoiczku, w szafce łazienkowej i wmasowuję jego niewielką ilość palcami. Nie jest to dla mnie super komfortowa forma aplikacji…  Być może następnym razem spróbuję wlać lekko zastygniętą masę do formy po poprzednim kupnym dezodorancie w sztyfcie. Może lepiej się sprawdzi.

Ważna rzecz. Taki domowy dezodorant to nie antyperspirant. Na pewno nie będzie działał do 72 godzin, jak zapewniają niektóre firmy kosmetyczne. Domowy dezodorant nie hamuje wydzielania potu z organizmu, a „jedynie” hamuje namnażanie się bakterii oraz niweluje zapach potu. Zatem spodziewam się (choć nie wiem tego na pewno, bo nie próbowałam), że np. na jedwabnych bluzkach mogą pojawić się wilgotne plamy… Pamiętajcie jednak, że wraz z potem organizm usuwa wszelkie toksyny oraz zanieczyszczenia i warto mu w tym nie przeszkadzać. 😉

Zostaw komentarz