Kokosowa pielęgnacja

Kosmetyki są  nieodzownym elementem codziennego życia. Na szczęście moja skóra, poza tym, że jest bardzo sucha i wymaga stałego, dogłębnego nawilżenie, nigdy nie sprawiała mi większych kłopotów. Żadnego trądziku, wyprysków, przebarwień, uczuleń, pękających naczynek, żadnych alergii czy skłonności do podrażnień. Po pierwsze to zasługa dobrych genów po obojgu rodzicach, po drugie – przyzwoitego odżywiania i po trzecie – nie męczyłam nigdy mojej cery długotrwałym przesiadywaniem na słońcu, w solarium nie byłam nigdy i minimalistycznie podchodzę do makijażu codziennego. Dlatego też nigdy nie musiałam wczytywać się w składy kosmetyków do pielęgnacji twarzy – ważne, by działały silnie nawilżająco.

Jednak od czasu, kiedy hasło zero waste wkroczyło na dobre w moje życie, przytłoczyła mnie ilość plastikowych, foliowych i kartonowych odpadów po kosmetykach do codziennej pielęgnacji. Jako marketingowiec z prawie 20-letnim stażem zdaję sobie sprawę, że kreowanie potrzeb jest kluczowe dla firm, jednak osobiście nie do końca potrafiłam się zgodzić, że moja twarz ma zupełnie inne potrzeby niż dłoń czy udo. A nawet gdyby miała, to dlaczego mam w tak dużej ilości kupować… opakowania, folię i powietrze? Na moje szczęście okazało się, że znaczną część specyfików mogę z powodzeniem zastąpić jednym naturalnym składnikiem lub na jego bazie robić własne kosmetyki.

Dla mnie strzałem w dziesiątkę okazał się olej kokosowy. Nierafinowany, o lekkim przyjemnych zapachu kokosa (o ile ktoś lubi), dostępny w większości sklepów stacjonarnych i bez problemu do kupienia w sklepach internetowych. Poza walorami kosmetycznymi, o których za chwilę, olej kokosowy można kupić w szklanym słoiku, o dużej pojemności, dzięki czemu mam poczucie że nie marnuję absolutnie nic 😉 Olej kokosowy extra virgin jest idealnym rozwiązaniem dla skóry suchej, wymagającej głębokiego nawodnienia i odżywienia. Nie dość, że pięknie pachnie, to ma właściwości oczyszczające, odżywcze, szybko się wchłania, reguluje czynności gruczołów łojowych, ma  właściwości antybakteryjne i łagodzące podrażnienia, zawiera przeciwutleniacze, zapobiegające szybkiemu starzeniu się skóry oraz regeneruje słabe i matowe włosy. Jako taki nie nawilża, za to świetnie zatrzymuje wszystkie substancje nawilżające wewnątrz skóry. Samo dobro!

Dziś oleju kokosowego nierafinowanego w czystej postaci używam w kilku sytuacjach:

Demakijaż – w lekko wilgotną twarz wmasowuję odrobinę oleju, skupiając się na rzęsach, pociągniętych maskarą i po chwili zmywam twarz płatkami kosmetycznymi. Używam tych wielokrotnego użytku, zrobionych samodzielnie z mikrofibry.

Krem pod oczy – dosłownie odrobinę olejku wklepuję pod oczy. Skóra jest odżywiona, nawilżona i napięta.

Olejowanie włosów – raz w tygodniu, najczęściej w weekend, nakładam olej kokosowy na każde pasmo lekko wilgotnych włosów, zawijam w koczek i…chodzę w takiej „fryzurze” kilka godzin. Wieczorem dokładnie myję włosy delikatnym szamponem. Nie suszę suszarką. Włosy są miękkie, nie elektryzują się i są bardziej podatne na układanie. Dodatkowo, po każdym myciu włosów wcieram odrobinę olejku w same końcówki włosów, by je wzmocnić i aby się nie rozdwajały.

Pielęgnacja paznokci – moje skórki wokół paznokci mają tendencję do szybkiego wysuszania, dlatego też wieczorami wmasowuję w nie odrobinę oleju kokosowego. Są dużo bardziej miękkie i łatwiej dają się usunąć.

Chcę się dzielić z Wami MOIMI doświadczeniami. Nie chcę się wymądrzać i opowiadać o rzeczach, o których nie mam pojęcia. Nie jestem kosmetolożką ani chemiczką i nie mam na dziś wiedzy, która pomogłaby Wam przygotować kosmetyk dla cery trądzikowej czy atopowej, choć osoby z tego typu cerą powinny raczej unikać oleju kokosowego, gdyż może on zapychać pory. Ale jeśli macie – tak jak ja – macie skórę suchą  lub bardzo suchą, za to bez większych niedoskonałości – z powodzeniem możecie skorzystać z moich propozycji.

PS. Zaczęłam także „bawić się” w samodzielną produkcję kosmetyków o nieco bardziej złożonym składzie. Jednakże na moje o nich opinie musicie chwilę poczekać. Cały czas próbuję, ulepszam i zmieniam receptury, eksperymentuję…. Ale już widzę, że podoba mi się to!

Zostaw komentarz