Vox populi…?

Mam nieodparte wrażenie, że choć w mediach każdego dnia mówi się o zagrożeniu ekologicznym, to w rzeczywistości nadal tkwimy w jakiejś wielkiej plastikowej bańce. Codziennie czytam niepokojące wiadomości o topnieniu lodowców, gwałtownych i niespotykanych dotąd zjawiskach atmosferycznych, anomaliach pogodowych, o szóstym wymieraniu, o kolejnych śmieciowych wyspach na oceanach, przeglądam z trwogą alerty smogowe i oglądam zdjęcia zaplątanych w foliowe woreczki czy butelki zwierzęta leśne, morskie, domowe. Z drugiej strony, czytam jakie to wielkie zaangażowanie społeczne na rzecz ochrony środowiska poczyniła ta czy inna się sklepowa, jak wiele udało się uratować żywości przed śmietnikiem i jak bardzo ograniczony został ślad węglowy w przeciągu ostatniego roku, półrocza, kwartału. A potem idę do najbliższego sklepu na zakupy i… jestem w czarnej dupie.

Wystarczy się przejść po dowolnie wybranym punkcie sprzedaży. Jeden ogórek – zapakowany w folię. Jeden por – zapakowany w folię. Łodyga selera naciowego – w worku. Zafoliowane cztery małe kubeczki z pomidorkami koktajlowymi. Trzy kolorowe papryki w jednym worku. Pani krojąca wędlinę za każdym razem w jednorazowej rękawiczce, nakładająca ją na woskowany papier i całość pakująca do foliowego woreczka. Wielopak batoników zapakowany w folię termokurczliwą. I mój ostatni „faworyt” – zestaw mini warzyw w pudełku przykrytym folią – 4 mini ogórki, kilka pomidorków koktajlowych i dwie małe papryki. Opcja idealna na piknik albo na przerwę na lunch– prawdą? Tak właśnie!

Podczas gdy ja i tak wielu innych zero waste’owych freaków chodzi ze swoimi siatkami, torebkami, słoikami i pojemnikami, sklepy nadal wmawiają nam, że fajnie jest kupować plastik. I cały czas, zamiast ograniczać produkty w folii, poszerzają swój plastikowy, śmieciowy asortyment! Ku uciesze kupujących i ku zyskom właścicieli koncernów.

Pytam się zatem – czy to my jesteśmy frajerami, czy też sklepy chcą z nas zrobić idiotów? Czy naprawdę nie umiemy sami kupić większej ilości warzyw mini warzyw i zapakować ich w swoje własne pudełko na lunch? Czy naprawdę pory nie mogą leżeć luzem w  skrzynce, tylko każdy z nich musi mieć swoją własną prezerwatywkę z kodem kreskowycm??? Czy naprawdę musimy płacić za coś, co jest z gruntu głupie a potem martwić się tego utylizacją? Oczywiście, wiem, że nikt nie zmusza nas do takich zakupów. I ja tego nie kupuję. Ale przecież to jawne wciskanie klientowi czegoś, co jest totalną bzdurą! Kreowanie bezsensownych potrzeb, na które logicznie myślący człowiek sam by nie wpadł. Cały świadomy ekologicznie świat walczy o to, by jednorazowych rozwiązań było w naszym życiu jak najmniej, a my cały czas dajemy się nabrać na takie gierki gigantów. Co kieruje producentem, który w dobie katastrofy klimatycznej, spowodowanej jednorazowością, wymyśla taką ofertę?!

Na dodatek jest to w kompletnej sprzeczności z misją, którą sieci same tak pięknie opisują na swoich stronach internetowych.  Boli mnie, jako świadomego klienta, że to wszystko wciąż jest tylko ładnie brzmiącym marketingowym zapisem na papierze… Okazuje się, że plastik cały czas jest mega fantastik!

Czy można coś z tym zrobić? Chyba tylko nasza ciągła upierdliwość i nękanie działów PR może przynieść efekt. Choć niestety i tu mam spore wątpliwości. Sama napisałam już dziesiątki podań i petycji do różnych sklepów z prośbą o wyjaśnienie lub konkretne informacje na temat zaprzestania albo chociaż znacznego ograniczenia plastikowych opakowań i zmiany swojej polityki ekologicznej. Najczęściej jednak uzyskuję zdawkowe, jakby wyjęte spod jednej sztancy, odpowiedzi, że „to długotrwały i wielowymiarowy proces, które cały czas staramy się udoskonalać”. Jako klienci mamy jeszcze jedną, bodajże najpotężniejszą broń – nasze decyzje. Ostatecznie to my podejmujemy decyzje zakupowe. Nawet jeśli jest nas garstka, to niech głos i wola tej garstki będzie głośno wypowiedziana!

Zostaw komentarz