Podszepnik kucharski zerowasterki

Wiele lat temu czytałam książkę „Okupacja od kuchni”. Okazało się, że nawet w ekstremalnych warunkach, jakim jest wojna, instynkt przetrwania powodował, że ludzie potrafili wykorzystać wszystko, co daje im ziemia, by napełnić puste brzuchy. Książka napisana w dość optymistycznym duchu, jednak jak łatwo się domyśleć, okoliczności nie były ani łatwe, ani przyjemne. Zjawisko marnowania jedzenia nie istniało, bo najzwyczajniej w świecie było go za mało nawet jak na bieżące potrzeby. Zero waste było koniecznością, a nie modą czy przejawem dbałości o planetę.

Dziś, w naszej szerokości geograficznej, kiedy jedzenia jest pod dostatkiem i jest ono tanie, nadal wyrzucamy ogromne ilości pożywienia. I to nie tylko takiego, które jest zepsute i nie nadaje się już do spożycia.

Choć staram się planować wyjątkowo dokładnie zarówno mój tygodniowy jadłospis, jak i generalnie zakupy, to nadal zdarza mi się wpaść w pułapkę promocji i kupić za dużo albo zapomnieć o jakimś ogórku, który ostatecznie dokańcza żywota w kompostowniku.

No dobrze, nie marnujmy więc ani jedzenia, ani czasu! Okazuje się, że najczęściej z lodówki do kosza wędrują resztki sera, wędlin, jogurtu, śmietany, sałata, kawałki pomidora czy ogórka, które nie znalazły się na kanapce czy w sałatce. Jesteśmy też dość mało kreatywni jeśli chodzi o wykorzystanie poobiadowych  czy poświątecznych resztek. A jest na nie mnóstwo pomysłów. No to do dzieła! Z czym macie największy problem?

  1. Resztki serów tutaj
  2. Jajka tutaj
  3. Nabiał tutaj
  4. Pieczywo tutaj
  5. Warzywa i owoce tutaj
  6. Zielone łodygi tutaj
  7. Po obiedzie tutaj
  8. W całości tutaj
  9. Bez marnowania (czasu) – część 1 tutaj

Zostaw komentarz