Chusteczki antybakteryjne DIY

EDIT:

W Europie zaczyna szaleć koronawirus, a w Polsce ludzie na potęgę zaczynają szturmować sklepowe półki, jakby miała nadejść wojna. Wykupują także cały zapas mydeł, chusteczek i płynów antybakteryjnych. Panika jest najgorszym z zagrożeń w takich przypadkach,a zdrowego rozsądku – jak na lekarstwo. Ale niezależnie od tego, czy korona dotrze do nas i kiedy, dokształciłam się i okazało się, że moja propozycja chusteczek ma walory jedynie pielęgnacyjne… Wirusolodzy są zgodni, że aby płyn czy żel działał rzeczywiście antybakteryjnie, stężenie alkoholu musi być nie mniejsze niż 60%, ale nie większe niż 80%. Zatem poniższy przepis wymaga znaczącej korekty.

Kiedyś, w sytuacji gdy nie miałam dostępu do wody, używałam kupnych płynów lub chusteczek antybakteryjnych. Doskonale sprawdzały się wersje kieszonkowe, kilkunastosztukowe lub mini-buteleczki, które miałam zawsze w torebce. Jednak od czasu, gdy zaczęłam żyć w dużo większym poszanowaniu dla naszej planety i świadomie eliminować z życia wszystko to, co nie jest mi niezbędne, a niszczy środowisko, zaczęłam szukać alternatyw także i dla tej opcji. Rozwiązanie znalazłam na stronie Ograniczamsie. Przygotowanie w ten sposób chusteczek antybakteryjnych jest niezwykle szybkie i proste, a jednocześnie są one zerowaste’ową opcją w podróży, do szkoły czy do pracy. A dzięki odpowiedniej proporcji spirytusu i pozostałych składników płynnych, ten płyn ma odpowiednie stężenie, by rzeczywiście działać antybakteryjnie i antywirusowo. Moje chusteczki wykonałam wg wskazówek, które znalazłam TU. Nie miałam jedynie d-pantenolu, ale jego dodatek ma na celu opcję jeszcze większego nawilżenia skóry i łagodzenia ewentualnych podrażnień, podobnie jak hydrolat, więc bez obaw go pominęłam. Do wykonania moich chusteczek użyłam następujących składników:

140 ml spirytusu rektyfikowanego – 95% (dezynfekuje, działa odkażająco)

60 ml dowolnego hydrolatu – miałam lawendowy (nawilża, łagodzi podrażnienia – może być inny hydrolat, jeśli macie, np. malinowy, różany, z kocanki, z bławatka, z oczaru); dobrze zadziała także aloes w żelu, który nawilży dłonie. W ostateczności można użyć także przegotowanej wody.

10 kropli olejku z drzewa herbacianego (działa antybakteryjnie; może być inny ulubiony zapach)

No i oczywiście materiał 😉  Najlepiej bawełna lub flanela. Ja wykorzystałam pieluszkę flanelową po moich dzieciach. Pocięłam ją na mniejsze kawałki, ok.20×10 cm. Wszystkie płynne składniki należy wymieszać w miseczce. Taką miksturą należy nasączyć dowolną ilość płatów materiału, odcisnąć na tyle, by były dostatecznie mokre, ale aby płyn nie kapał z chusteczki i włożyć do torebki strunowej. Dzięki hydrolatowi dłonie są gładkie i nawilżone, spirytus im nie szkodzi, a olejek o ulubionych zapachu sprawia, że używanie tych chusteczek jest po prostu przyjemne. Dobrze jest mieć przygotowaną drugą torebkę strunową, aby włożyć do niej zużyte chusteczki. Pozostałą resztę płynu przelałam do butelki, aby wykorzystać do następnego nasączenia. Myślę, że z powodzeniem wystarczy mi go na kilka razy! Zużyte chusteczki dorzucam do bieżącego prania, a następnie znów je nasączam. Tyle! Taka wersja chusteczek spodobała się mojej nastoletniej córce, która zapowiedziała, że będzie je nosić do szkoły. Czasem po prostu nie ma możliwości skorzystania z bieżącej wody. Pożegnajcie się raz na zawsze z kupnymi chusteczkami antybakteryjnymi!

Zostaw komentarz