Kryzysowe pesto

Makaron z zielonym pesto to chyba jeden z najszybszych obiadów jakie znam! Woda na makaron gotuje się dłużej niż później sam makaron, a przygotowanie pesto trwa krócej niż jego zjedzenie. Oczywiście, nie jest to oryginalne włoskie pesto, pachnące bazylią, czosnkiem orzeszkami pini, ale obiecuję Wam, że kiedy spróbujecie poeksperymentować w kuchni ze smakami, wyjdzie Wam równie pyszna potrawa!

Nie lubię wyrzucać czegoś, co wiem, że jest jadalne, choć nie tak może popularne. Dlatego zachęcam Was, abyście spróbowali wykorzystać w kuchni liście, które zapewne dotychczas lądowały w koszach, a najlepszym wypadku w kompostownikach czy bio-odpadach. Zielone liście rzodkiewki, botwinki czy  buraka! Brzmi dziwnie? Gwarantuję Wam, że odpowiednio doprawione wcale nie smakują jak trawa!

Do blendera zatem wrzucacie sporą garść liści rzodkiewek, kilka ząbków czosnku (ja uwielbiam, gdy czosnku jest dużo – Wy dajcie tyle, aby Wam smakowało), do tego oliwę, podprażone na patelni orzechy włoskie albo pestki słonecznika i kawałek startego sera (ja dodaję najczęściej ser typu parmezan, peccorino albo cheddar). Można mieszankę dosolić wg uznania, ale dodatek słonego sera sprawia, że już nie muszę dodawać soli do pesto. Dodaję za to jeszcze odrobinę bazylii albo naci pietruszki bo jednak lubię, gdy pesto jest nie tylko intensywne w kolorze, ale i pachnie zieleniną. Wszystkie składniki należy zblendować na kremowy sos. Nie musi być idealnie gładki – ja lubię, jak mi delikatnie chrupią orzeszki. Dodajemy sos do ugotowanego, gorącego makaronu. Pesto można przechowywać w słoiku w lodówce do tygodnia. Świetnie się sprawdzi także jako baza ziołowo-jogurtowych dipów, do smarowania grzanek albo zwykłych kanapek lub jako ziołowa baza sałatkowych dressingów, do pieczonych ziemniaków albo jako zielony sos na spód pizzy. Kurczę, jedna zielona niedoceniana część, a  tyle możliwości!

Zostaw komentarz