Grajmy w kolory!

Pamiętam z dzieciństwa pewną piosenkę, którą wykonywał Kabaret TEY: „Bo my musimy być dziś mniej pazerni, roślinożerni, roślinożerni”. Roślinożerność jest nie tylko kwestią bycia czy nie pazernym wobec środowiska, ale jest przede wszystkim świetną opcją dla osób, które chcą jeść lżej, zdrowiej a równie smacznie. Dla mnie jednak jest to przede wszystkim wymiar szacunku do żywności, którą staram się maksymalnie wykorzystać i wycisnąć z każdego liścia, ile tylko się da!

Lubicie chłodnik? Taki tradycyjny – botwinkowy, z dużą ilością zieleniny, świeżych ogórków, rzodkiewek, z jajkiem… To jedna z moich ukochanych letnich zup – mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolację. Moja  idealna wersja musi być gęsta od warzyw ale przyznaję, że kiedyś używałam jedynie tych powszechnie uważanych za jadalne części. Czyli większa część liści botwiny oraz liście rzodkiewki lądowały w koszu. Od jakiegoś czasu jednak staram się maksymalnie wykorzystać to, co wyrasta w moim ogródku. Dlatego też chłodnik chłodnikiem, ale i zielenina ląduje u mnie na talerzu. Zwłaszcza, że świeże liście botwiny i rzodkiewki to skarbnica minerałów, takich jak żelazo, magnez, fosfor, potas oraz sporo witaminy A, C, K oraz z grupy B.

Nie mam wyjątkowych zdolności artystycznych, ale lubię jak sałatka na talerzu wygląda apetycznie, dlatego staram się, aby była nie tylko smaczna, ale i kolorowa. Kolor mogą np. zrobić zielono-bordowe liści botwiny, do których dorzucam lekko poszarpane liście rzodkiewki i gdzieniegdzie listki rukoli. Na ten oryginalny mix sałat kładę pół ugotowanego buraka, pokrojonego w jak najcieńsze plasterki, kruszę kawałek sera feta lub koziego i kilka plasterków czerwonej cebuli. Całość skrapiam ostro-słodkim ciemnym vinegretem i posypuję prażonymi pestkami słonecznika. Nic się nie marnuje!

Zostaw komentarz